Do czego mam porównać przyjemność płynącą z czytania tej książki? Do masturbacji która nie kończy się orgazmem tylko zaśnięciem z ręką w gaciach, albo do długiego użalania się i rozczulania nad sobą. Domyślam się, że co bardziej wyrafinowane i mające trochę dystansu do samego siebie osoby wzdrygają się przed przyjemnościami tego rodzaju. Pewnie nie lubią też pretensjonalnych, dość płytkich bohaterów, niemal nieistniejącej fabuły. Ale chyba właśnie to najbardziej mi się podobało: to, że wszystko i wszyscy byli za piękni. Jak sztuczne kwiaty. Okropieństwo, ale...